Mielone tofu -świetne zamiast mięsa

z 7 komentarzy

Mielone tofu -świetne zamiast mięsa

Dzisiaj mielone tofu.

Tak, tofu, bo o tofu pytaliście nie raz i na tyle często, że kilka docinków mu na blogu poświęcę:) Nie jestem wegetarianką ani weganką, ani nie uważam się za speca od tofu, ale przyznam, że chętnie od czasu do czasu po tofu sięgam, bo to dla mnie po prostu dobry zamiennik mięsa. I z czasem nauczyłam się je wreszcie doprawiać i tak przyrządzać, by podkręcić jego smak według naszych upodobań. Wrzucę tu zatem raz na jakiś czas kilka odcinków, pokazujących te moje sposoby.

Na pierwszy ogień pójdzie mielone tofu, bo chyba najprostsze. Można je stosować zamiennie z mielonym mięsem i jako takie sprawdzi się do sosów i ragout (np. sos boloński), do sałatek, wrapów, naleśników, zapiekanek czy tostów lub kanapek na ciepło np. z dodatkiem warzyw. Jeśli nie znacie, spróbujcie –w naszej kuchni sprawdza się doskonale!

Składniki oraz szczegółowy przepis podaję poniżej. Wypróbuj i podziel się Twoją opinią! A oto krótki filmik jak zrobić mielone tofu, czyli idealne „zamiast mięsa”:) Zapraszam do obejrzenia!

Mielone tofu -świetne zamiast mięsa

czas przygotowania: ok. 20 minut
/proporcje na ok. 200 g tofu/

  • 200 g naturalnego twardego tofu (1 kostka)
  • 4-5 łyżek płatków drożdżowych nieaktywnych
    – sprawdzają się tu super, a podpatrzyłam je od znajomych, którzy nie jedzą mięsa
    – takie płatki są świetnym dodatkiem do dań bezmięsnych oraz warzywnych, bo świetnie podbijają ich smak
    – można je kupić w wielu marketach sieciowych czy delikatesach lub przez internet
  • 1-2 łyżeczki suszonej cebuli (ew. sproszkowanej)
  • 1 łyżeczka granulowanego czosnku
  • 1-2 łyżeczki papryki wędzonej (w prezentowanej wersji: słodka)
  • 1 łyżeczka oregano
  • 2-3 łyżki sosu sojowego
  • solidna szczypta pieprzu
  • opcjonalnie: sól do smaku (zwykle pomijam, bo wystarcza sos sojowy)

Tofu starannie odsączam, po czym zbieram nadmiar wilgoci ręcznikiem papierowym (zmieniam kilkukrotnie, aż porządnie odcisnę). Odsączone rozdrabniam widelcem lub rozkruszam w dłoniach, można też rozdrobnić blenderem. Jeśli czuję, że jest wciąż zbyt wilgotne, ponownie korzystam z papierowego ręcznika, odsączając nadmiar wilgoci.

Tak przygotowane tofu posypuję suchymi przyprawami i starannie mieszam, delikatnie „wcierając” przyprawy. Na koniec skrapiam sosem sojowym, raz jeszcze mieszam i jeśli trzeba doprawiam finalnie do smaku pieprzem i/lub solą. Ja zwykle sól pomijam, bo wystarcza mi sos sojowy.

Rozgrzewam mocno patelnię z powłoką uniemożliwiającą przywieranie (ceramiczna, tytanowa, teflonowa, itp. Korzystam z takiej, bo nie korzystam z tłuszczu, tylko podsmażam, a właściwie „opiekam” tofu beztłuszczowo. Kładę zatem na mocno rozgrzanej patelni, rozprowadzam równą warstwą na dnie i przez pierwsze 2-3 minuty nie mieszam, tylko pozwalam mu się lekko podpiec od spodu. Przyprawy i tofu mają się lekko skarmelizować (ale nie przypalić, tylko delikatnie zbrązowić) i dopiero wtedy mieszam. Od tej chwili, co jakiś czas mieszając, smażę na niezbyt dużym ogniu przez 8-10 minut, aż lekko się przesuszy, zrumieni i nabierze smaku oraz koloru. Trzeba tylko pamiętać o mieszaniu, bo łatwo się przypala.

Trzymam na patelni tak długo, aż tofu nabierze pożądanej miękkości i suchości –i niestety precyzyjnego czasu tu nie podam, bo zależy on od tofu (czasem jest bardziej, czasem mniej wilgotne), trzeba zatem sprawdzać. U mnie zwykle trwa to ok. 10 minut, ale bywało, że i kilkanaście.

Gotowe przekładam na talerz i można podawać od razu lub zostawić do ostygnięcia, po czym przełożyć do pudełka i przechowywać pod przykryciem w lodówce przez 2-3 dni, zużywając na bieżąco np. do kanapek czy do zup/sosów.

Ja najczęściej tak przygotowane tofu wykorzystuję jak mięso mielone, czyli np. do spaghetti, do stirfry’ów, do zawijańców (tortille, naleśniki, cannelloni, itp.), do zapiekanek, do sosów, kanapek czy sałatek. Świetnie smakuje z sosem czosnkowym w bagietce z warzywami czy w towarzystwie warzyw w gorącej tortilli. Jednym słowem bardzo uniwersalny i smakowity dodatek. Na pewno nie jest nijakie, zresztą, sami spróbujcie!

Smacznego!

:: Spróbujesz? A może już po wszystkim i zajadasz się… ze smakiem:)?

Wyślij link do przepisu znajomym i/lub wpisz kilka słów w Komentarzach, dzieląc się Twoją opinią -dziękuję!

Jak zrobisz, proszę, oznacz danie tagiem #skutecznietv na INSTAGRAMIE! Chętnie na nie zerknę:)

Zobacz też



Skomentuj

7 komentarzy

  1. Magdalena
    | Odpowiedz

    Zrobiłam tofu z sosem pomidorowym do makaronu bardzo smaczne

  2. Felicja
    | Odpowiedz

    platki drozdzy nieaktywnych= wit.b compleks, ale musi byc dobrej jakosci. Trzeba szperac na necie. D0daje tez smaku potrawie.
    Czym zastapic sos sojowy? Nie mam nic przeciwko fermentowanej soji, ale od dawna soje wykluczylam z repertuaru.
    Kochanenka, masz tyle wspanialych przepisow , ze mozna sie plawic w nich do konca zycia. Rozumiem, ze ludzie maja coraz wiecej uczulen i sensatywnosci dla roznistych elementow zywienia, ale twoje przepisy moga zaspokoic wszyskie te problemy. Jestes super i tyle.

    Polecam szukac na necie czym zastapic rozne produkty, ale trzeba troche czasu na to,

  3. Marta
    | Odpowiedz

    Zastanawiają mnie te płatki drożdżowe. Trochę o nich poczytałam i ciekawa jestem czy one rzeczywiście są takie wartościowe? Czy to nie jest może kolejna „przyprawa” (obok np. glutaminianu sodu czy ekstraktu drożdżowego), która ma tylko „podkręcić” potrawę. Unikam glutaminianu sodu, ekstraktu drożdżowego i gotowych mieszanek przyprawowych (chyba, że w składzie są same zioła) – staram się karmić moją rodzinę zdrowo i nie wiem jak potraktować tę nową „przyprawę”. Piszę „nową”, bo np. moja mama nigdy o czymś takim nie słyszała. Nie krytykuję samych płatków drożdżowych (nie ma wiele informacji na ich temat – większość się powtarza), ale ciekawa jestem jakie jest Pani zdanie na ten temat.

  4. Violetta
    | Odpowiedz

    Fajny pomysl. Wykorzystam bo my jak co roku jestesmy na 40 dniowym poście wegetariańskim.Takie postanowienie wielkopostne☺Pozdrawiam. Dobrego dnia?

  5. Ewa
    | Odpowiedz

    Szkoda, ze coraz częściej podaje pani przepisy z tofu, soczewicą czy innymi erzacami zastępującymi nasze polskie produkty, do których nasze organizmy są przyzwyczajone.
    Moda??? Sponsorzy???
    Jakoś buntuję się przeciwko takim wynalazkom 🙂

    • Violetta
      | Odpowiedz

      Ewo, produkty roslinne to nie moda. To samo zdrowie. Nie jestem vege ale czesto jem bezmięsne potrawy. Wszak kuchnia naszych przodków na warzywach stała. Mięso jadalo sie sporadycznie.A soczewica jadana byla w Polsce od wieków.Pozdrawiam.V.

    • MaGda
      | Odpowiedz

      Nie, po prostu różnorodność w jedzeniu. Od zawsze staram się rotować produktami, by nie jeść non stop tego samego. A że nie chcę jeść codziennie mięsa (i nie jem), więc jakoś to mięso staram się sobie rekompensować. A że mam wiedzę z zakresu dietetyki, to staram się robić to z głową, a potem po prostu dzielę się tym z Wami. O tofu padają pytania od Was, więc dostarczam:)
      Co do sponsorów, to… uśmiechnęłam się. Nie, no serio, gdzie widzisz tu sponsora? Przecież jak podejmuję taką współpracę, to zawsze o tym otwarcie mówię, a po pierwsze i najważniejsze, nigdy nie podejmę współpracy z marką/produktem/usługą, z której sama nie korzystam i nie poleciłabym mojej mamie czy siostrze (czytaj: traktuję Was jak rodzinę i już bardziej dobitnie chyba nie mogę tego wyrazić). To nie jest tak, że trzeba gotować wszystko, co pokazuję -spokojnie i z luzem można wybierać to, co akurat pasuje. Rozpisałam się:) Serdecznie pozdrawiam