
Co powiesz na domowe słodycze?
Jeśli czasem masz ochotę na coś słodkiego, ALE nie chcesz po raz kolejny sięgać po przysłowiowy batonik ze sklepu, to dobrze się składa, bo dziś 5 domowych słodyczy, które zrobisz w swojej kuchni. Żaden nie wymaga piekarnika i niewykluczone, że trzy z nich zjesz jeszcze w dniu zrobienia, bo są mega szybkie. Przy dwóch trzeba będzie chwilkę poczekać, aż nabiorą „mocy jedzeniowej”:)
Będzie prosto, domowo i całkiem słodko, więc zainteresowanych zapraszam.
Składniki oraz szczegółowy przepis podaję poniżej. Wypróbuj i podziel się Twoją opinią! A oto krótki filmik jak zrobić proste domowe słodycze (zamiast sklepowych)
Domowe słodycze (zamiast sklepowych). 5 prostych przepisów
Poniżej nasze domowe przepisy na kulki twarogowe w czekoladzie, kolorowe żelki z ulubionego soku, domową chałwę, czekoladowe cukierki jak krówki i kokoski w czekoladzie. Tak serio, nie robię ich szalenie często, ale gdy pojawia się chęć na słodkie, a nie chce się iść do sklepu, są jak znalazł;)
Domowe słodycze –KULKI TWAROGOWE W CZEKOLADZIE
czas: ok. 30 minut
/proporcje na ok. 30 średniej wielkości kulek/
- 250 g chudego twarogu, najlepiej lekko wilgotny (może być półtłusty, tłusty)
- 2 łyżki miodu (lub do smaku; zamienniki: cukier, erytrytol, ksylitol, itp.)
- 1/2 szklanki drobnych wiórków kokosowych
- 2 łyżki (20g) roztopionego masła lub oleju kokosowego
- 100 g ciemnej czekolady
Masło krótko podgrzewam –ma być płynne, ale nie gorące. Twaróg rozgniatam widelcem. Biorę chudy, ale półtłusty czy tłusty też się sprawdzi. Najlepiej lekko wilgotny. Dodaję miód, wiórki kokosowe i roztopione masło… Mieszam najpierw widelcem, rozprowadzając składniki, a potem krótko dłonią, formując w miarę zbitą masę. Ma mieć konsystencję miękkiej plasteliny. Jeśli twaróg był bardzo mokry i masa klei się do rąk zamiast się lepić, dosyp trochę wiórków. Wciągną nadmiar wilgoci i po chwili będzie się formować.
Nabieram małe porcje. Każdą najpierw ubijam, a dopiero potem czystymi dłońmi nadaję jej kolisty kształt. To ważny moment, bo dobrze ubita kulka trzyma się i nie rozpada przy zanurzaniu w czekoladzie. Gotowe układam na talerzu. OPCJA: Zamiast lepić kulki można wcisnąć masę do silikonowych foremek na czekoladki i mocno ubić. Pokazuję to w filmie, ale nie ukrywam, że zawsze robię kulki. Szybciej, ładniej i chyba jednak efektowniej;)
Talerz wstawiam do zamrażarki na 15-20 minut. Kulki mają się porządnie schłodzić, ale nie zamrozić.
W tym czasie roztapiam czekoladę w kąpieli wodnej. Łamię ją na mniejsze kawałki, wkładam do miski i ustawiam na garnku z wodą tak, żeby woda sięgała do połowy miski. Podgrzewam, co jakiś czas mieszając. Można też roztopić w mikrofalówce.
Schłodzone kulki obtaczam w czekoladzie. Ja robię to w kubeczku: zanurzam kulkę, delikatnie obtaczam, osnuwając ją czekoladą, wyjmuję widelcem i pozwalam nadmiarowi ściec. Od spodu podbieram jeszcze łyżeczką, żeby warstwa nie była za gruba. Przy szerszym naczyniu idzie to łatwiej. Jeśli czekolada zaczyna gęstnieć od zimnych kulek, można wstawić miskę na chwilę z powrotem na ciepłą wodę.
Układam na desce lub blasze wyłożonej papierem albo matą do pieczenia, bo po zastygnięciu czekolady łatwiej je zdjąć.
Pierwszy kęs jest przyjemną niespodzianką: cienka czekolada pęka, a pod nią delikatne, lekko słodkie, twarożkowe wnętrze. Uwielbiam! Przechowuję w lodówce w pojemniku z pokrywką. No i życzę smacznego:)

Domowe słodycze –DOMOWE ŻELKI
czas: ok. 15 minut + 30 minut do kilku godzin tężenia (czas zależy od wielkości żelków)
/proporcje na 100 ml płynu (100 miśków lub 50 miśków + 6-8 większych żelków-pralinek)/
- 100 ml płynu np. dowolny ulubiony syrop/sok owocowy, herbata, kawa, itp.
- 6 łyżeczek (30 g) żelatyny w proszku (bezsmakowa, bez przypraw i dodatków)
- 1-2 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
- opcjonalnie: substancja słodząca np. miód, cukier, stewia, itp. –do smaku
PRZYKŁĄDOWE SMAKI (z video przepisu):
żelki z czarnej porzeczki/malin
- 100 ml syropu z czarnej porzeczki lub malin (domowy lub kupny)
- 1 łyżka świeżo wyciśniętego soku z cytryny
- 6 łyżeczek żelatyny w proszku
żelki miodowo-cytrynowe
- 50 ml płynnego miodu
- 2-3 łyżki świeżo wyciśniętego soku z cytryny
- 40 ml letniej wody
- 6 łyżeczek żelatyny w proszku (ok. 30 g)
Z UWAG PRAKTYCZNYCH: Domowe żelki robię je z dowolnego ulubionego soku albo syropu, więc za każdym razem mogą mieć inny smak i inny kolor. Piętnaście minut pracy i pół godziny w lodówce i gotowe.
Żelatynę odmierzam i wsypuję do garnuszka. Sześć łyżeczek na sto mililitrów płynu to moja proporcja, której zwykle się trzymam.
Teraz płyn: w wersji owocowej mieszam sok z cytryny ze słodkim syropem (tu: z czarnej porzeczki). Jeśli jest bardzo słodki, rozcieńczam wodą tak, żeby finalnie wyszło sto mililitrów. W wersji miodowej mieszam miód z cytryną i wodą, też do stu mililitrów. Aby wyeliminować posmak żelatyny, dodaję sok z cytryny, u nas to w zupełności wystarcza, ale można pokombinować z innymi dodatkami smakowymi, zachowując oczywiście proporcje płynu do żelatyny.
Żelatynę zalewam przygotowanym płynem, mieszam i zostawiam na 5 do 10 minut, żeby spęczniała. Tego etapu NIE pomijam.
Kiedy spęcznieje, wstawiam garnek na palnik i krótko podgrzewam na bardzo małym ogniu. Nie zagotowuję, bo zagotowana żelatyna traci moc i żelki mogą nie stężeć. Cały czas mieszam i obserwuję konsystencję: jak tylko żelatyna zacznie się rozpuszczać i robi się lekko płynna (a tę zmianę od razu widać), to zdejmuję z ognia i mieszam do końca już poza palnikiem.
Sprawdzam smak, w razie potrzeby dosładzam. Ważne: po zastygnięciu żelki lekko siadają w smaku, więc ten płyn powinien być doprawiony mocniej tj. bardziej słodki, bardziej kwaskowy niż mogłoby się wydawać. Po pierwszej partii łatwo wyczuć swoje proporcje.
Tak przygotowaną bazę rozlewam do silikonowych foremek. Przy małych miśkach pomagam sobie pipetą albo mniejszą łyżeczką, przy większych po prostu leję prosto z garnuszka. Silikon wybieram dlatego, że zastygnięte żelki wypycham od spodu i wychodzą całe. Nawet ich nie natłuszczam.
Wstawiam do lodówki na co najmniej 30 minut. Małe miśki bywają gotowe po 15 minutach, choć w upały daję im pół godziny. Sprawdzam wyjmując jednego, jeśli ładnie wychodzi i jest zastygnięty, całość jest gotowa. A jeśli po godzinie wciąż są miękkie, to znak, że albo żelatyny było za mało, albo płyn się jednak za mocno zagotował, co uwzględniam w kolejnych partiach.
Przechowuję w lodówce ułożone w odstępach na desce albo talerzu. Tylko nie na papierze, bo się do niego przykleją! Smacznego żelkowania:)

A teraz przepis, który szczyci się dosłownie dwoma składnikami.
Domowe słodycze –DOMOWA CHAŁWA
czas: 10 minut + czas na stężenie w lodówce (można przez noc)
/proporcje na 300 g chałwy/
- 300 g jasnego sezamu (u mnie łuskany)
- 6-8 łyżek płynnego miodu (jasny, o neutralnym smaku)
- opcjonalnie –ulubione dodatki (można pominąć): łuskany słonecznik, siekane orzechy, łuskane pestki dyni, wanilia, czekolada czy np. rozdrobnione ziarno kakaowca
Z UWAG PRAKTYCZNYCH: Sezam, miód i dziesięć minut pracy. Tylko musi stężeć w lodówce, więc jeśli zaczniesz pod wieczór, to pewnie zjesz ją dopiero nazajutrz. Ja robię ją zwykle wieczorem i po nocy jest gotowa.
Sezam odmierzam i prażę na gorącej, suchej patelni, na niezbyt dużym ogniu, często mieszając. Trzeba tu uważać, bo kiedy sezam już się nagrzeje, proces idzie bardzo szybko i łatwo go przypalić. Przypalony będzie goryczkowaty i nic tego nie uratuje. Gdy tylko zacznie przyjemnie pachnieć i nabierać złocistego koloru, zdejmuję z ognia i od razu przesypuję na zimny talerz (na patelni doszedłby jeszcze z ciepła resztkowego). Na talerzu co jakiś czas mieszam i czekam, aż przestygnie, a rozłożony płasko stygnie dość szybko.
Ostudzony mielę. Najlepiej sprawdza się blender wysokoobrotowy albo młynek do kawy, partiami po kilka łyżek. W zwykłym blenderze też się uda, tylko trwa dłużej i UWAGA: warto zrobić przerwy, żeby nie przegrzać silnika. Mielę tak długo, aż sezam zrobi się lepki i oleisty, ALE NIE na gładką pastę w stylu tahini. Ma się lepić, bo właśnie dzięki temu chałwa będzie spójna i ładnie się pokroi. Jeśli po wymieszaniu z miodem masa się kruszy i nie trzyma formy, to znak, że sezam był mielony za krótko. Wracam wtedy do blendera i poprawiam.
Zmielony sezam mieszam z miodem. I tu już do smaku, bo im więcej miodu, tym chałwa słodsza i bardziej miękka, a im mniej, tym bardziej zwarta. W filmie daję 7 łyżek, bo mieliśmy ochotę na słodkie, ale zazwyczaj jednak daję 4-5 łyżek i to nam w zupełności wystarcza. Opcjonalnie, można dodać ulubione dodatki, typu słonecznik, orzeszki, itp. Gotową masę przekładam do pojemnika i starannie ubijam, dociskając do dna. To decyduje, czy chałwa będzie się dobrze kroić, bez prześwitów i bąbli powietrza.
Żeby pokazać uniwersalność tego przepisu, to zrobiłam ją w 3 wariantach: mniejszy blok do krojenia w plastry, foremki na czekoladki na jeden kęs i mały okrągły pojemniczek, żeby jeść ją łyżeczką. Ta ostatnia świetnie sprawdza się na wynos.
Przechowuję w lodówce i wyjmuję, gdy mamy ochotę na coś słodkiego. Smacznego:)

Poniżej coś między toffi a krówką. Całkiem szybkie do zrobienia i choć nie robię ich zbyt często, to dla mnie to smak z dzieciństwa, więc dużo lepsze niż kupne cukierki.
Domowe słodycze –CZEKOLADOWE CUKIERKI
czas: 10-15 minut + czas na zastygnięcie cukierków (ok. 20 minut)
/proporcje na ok. 30 mniejszych cukierków (jak na zdjęciu)/
- 1/2 kostki (100 g) masła
- 1 szklanka (o poj. 200 ml) cukru
- 1/4 szklanki (50 ml) zimnego mleka lub kremówki
- 1/4 łyżeczki soli
- 2-3 łyżki ciemnego mocnego kakao
- dodatki smakowe wg własnych upodobań: np. •kilka kropli aromatu migdałowego do ciast (lub rumowy, pomarańczowy, waniliowy) •1/2 łyżeczki cynamonu •1 łyżka maku •szczypta chilli lub tabasco (wersja raczej dla dorosłych) •1 łyżka rumu, whisky lub wódki (dodaję pod koniec gotowania, wersja dla dorosłych))
Zaczynam od foremek, bo później nie będzie już na to czasu. Szykuję silikonowe do lodu, a jeśli nie mam, to wykładam małą formę lub keksówkę folią aluminiową (ew. spożywczą) i delikatnie ją natłuszczam, co ułatwi zdejmowanie gotowych cukierków.
Do zwilżonego wodą garnka wkładam masło, dodaję cukier, mleko, sól i ciemne mocne kakao. Włączam grzanie i cały czas mieszając, gotuję na małym ogniu, aż masło się roztopi, a cukier rozpuści.
Gdy masło się stopi, zmniejszam grzanie i nadal mieszając, gotuję, aż masa wyraźnie zgęstnieje. I tu uwaga: 8-10 minut daje cukierki miękkie, ciągnące jak toffi. 12-15 i robią się kruche, bardziej jak krówka. W garnku trwa to 2-3 minuty dłużej niż na patelni, bo patelnia ma większą powierzchnię parowania.
Na tym etapie można dodać akcenty smakowe. Uwaga, bo garnek i masa są bardzo gorące, a masa potrafi prysnąć na rękę, co jest dość bolesne, więc ostrożnie (a dzieci pod opieką dorosłych!).
Do foremek nakładam masę łyżeczką, do każdego otworka. Na blachę wylewam ją i rozprowadzam równą warstwą, a po zastygnięciu kroję ostrym nożem na kwadraty, trójkąty albo tak jak krówki. W obu przypadkach działam szybko, bo masa zastyga i zaczyna się krystalizować. A jeśli nie zdążę i część zetnie się jeszcze w garnku, wstawiam go na chwilę na mały ogień i mieszam, aż znów da się nakładać.
Cukierki tężeją w 20-30 minut i są gotowe. Przechowuję w lodówce, ale szczerze mówiąc robię je zwykle na urodziny lub gdy w domu jest więcej młodych gości, więc dłużej niż 2 dni raczej nigdy u nas nie stały. Smacznego:) (i ostrożnie z ilością)

Domowe słodycze –KOKOSKI W CZEKOLADZIE
czas: 15-20 minut pracy własnej + 2x godzina na zastygnięcie masy i później czekolady
/proporcje na 40-50 sztuk, opcja: można zrobić mniej, proporcjonalnie zmniejszając ilości lub część zamrozić i wykorzystać później/
- 1 małe (150 g) pudełko kremówki 30% lub 36%
- 3 czubate łyżki masła (70 g)
- 6-7 czubatych łyżek cukru pudru lub do smaku (daję puder, bo łatwiej się rozpuszcza, ale można wziąć zwykły cukier)
- 200 g wiórków kokosowych
- 200 g czekolady –deserowej, mlecznej, białej (ważne: jeśli część mrożę, to biorę odpowiednio mniej czekolady; ta ilość jest na całą masę kokosową)
Garnek zwilżam wodą, wlewam śmietanę kremówkę i dodaję masło. Włączam grzanie i często mieszając, podgrzewam na małym ogniu. Kiedy śmietana jest już bardzo ciepła, a masło niemal całkiem stopione, wyłączam grzanie. Reszta masła dojdzie w cieple. Dodaję cukier puder i mieszam, aż masło i cukier dobrze rozprowadzą się w śmietanie (biorę puder, bo łatwiej się rozpuszcza, ale zwykły cukier też się sprawdzi). Ilość jest do smaku, więc skosztuj i w razie czego dosłodź.
Wsypuję wiórki kokosowe i mieszam całość na jednolitą kokosową masę. Będzie gęsta, trochę lepka i taka ma być.
Masę przekładam do foremek na czekoladki i dokładnie ją ubijam, mocno dociskając. Ja lubię robić je mniejsze, bo łatwiej trzymają formę. Od jakości ubicia zależy, czy kokoski będą zwarte. Jeśli któraś rozpadnie się przy maczaniu, to najprawdopodobniej dlatego, że w tym miejscu poszło się na skróty albo masa za krótko stała w lodówce.
Gotowe wstawiam do lodówki na jakąś godzinę. Z tej porcji wychodzą mi 3 foremki: jedną robię od razu, a dwie zwykle mrożę i wykorzystuję później. Z zamrożonymi postępuję dokładnie tak samo, tylko całość idzie szybciej, bo czekam już tylko na czekoladę.
Schłodzone wyjmuję i układam na blasze wyłożonej papierem do pieczenia albo matą silikonową. Dzięki temu łatwiej je później zdjąć, nie uszkadzając czekolady. A czekoladę łamię na mniejsze kawałki i roztapiam, w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce. To może być deserowa, mleczna, biała albo mieszanka kilku. Uważam, żeby jej nie przegrzewać i topię tylko do chwili, gdy zaczyna być płynna, potem zdejmuję z grzania i mocno mieszam, aż będzie całkiem gładka.
Można dekorować dowolnie np. zanurzyć całą, polać strużynami lub jak u mnie –tylko maczam spody i obkręcam je w czekoladzie tak, żeby od dołu została gruba warstwa. Albo maczam spody i dodaję solidną kapkę na wierzch, tworząc czekoladowe czapeczki. Ja lubię, gdy kokos jest widoczny, ale oczywiście można je oblać w całości.
Zostawiam do zastygnięcia, najlepiej w temperaturze pokojowej. Przechowuję w szczelnym pudełku bez zapachów, bo kokos łatwo je łapie, co może się przekładać na smak. I mamy domowe kokoski w czekoladzie, coś jak bounty, ale jednak inaczej. Smacznego:)

Mam nadzieję, że przepisy się przydadzą i zechcesz z nich skorzystać. Jeśli lubisz słodkości, zerknij też na ►Karmelizowane orzechy w kilka minut, NAJLEPSZE! lub na ►Ciasto bez pieczenia: 3 proste przepisy do kawy na lato.
Smacznego!
Skuś się też na domowy sernik! To jedno z bardziej odżywczych (jak na ciasta!) ciast do kawy czy na deser…
Zwykle kojarzy się z chwilą przyjemności, ale często myślimy, że jego przygotowanie musi być czasochłonne i skomplikowane. A to nieprawda. Sernik może być prosty, szybki i zawsze się udać.
Zebrałam w jednym miejscu 20 naszych sprawdzonych przepisów. Są wśród nich klasyki, serniki bez pieczenia i takie w wersji niskowęglowodanowej. Wszystkie z prostych składników, które kupisz w pobliskim markecie.
Nie chodzi o to, by mieć setki receptur, które tylko pięknie wyglądają na zdjęciach. Tak naprawdę wystarczy kilka rzeczywiście sprawdzonych –takich, po które sięga się z radością, bo wiadomo, że wyjdą i wywołają efekt „wow”.
I właśnie takie znajdziesz w eBooku „Proste domowe serniki”, do którego link wstawiam poniżej (↓KLIK W FOTĘ) –zapraszam: zerknij, jeśli to temat także dla Ciebie.
Może to będzie Twój sposób, by częściej cieszyć się domowym sernikiem, bez stresu i zbędnego kombinowania. Ja jestem przekonana, że tak, ale nie namawiam:) Po prostu sprawdź i sam/a oceń. Zapraszam –sięgnij po eBooka, wybierz jeden z serników i przekonaj się czy w Twoim domu zadziała to tak doskonale jak u nas. Bo może być pysznie i prosto. (Czego Ci gorąco życzę.)
:: Spróbujesz? A może już po wszystkim i zajadasz się… ze smakiem:)?
Wyślij link do przepisu znajomym i/lub wpisz kilka słów w Komentarzach, dzieląc się Twoją opinią -dziękuję!




Skomentuj